06.09
2014

W środku tego miasta jest wielka cisza. Tak bezkresna, że można się w nią zanurzyć, choć na razie tylko moczę palce. Zapoznają się. I nieco obawiam.

Papier – śmieć zwinięty w kulkę – przemieszcza się na wietrze, sprawiając wrażenie, jakby tylko on na tej ulicy podążał dokądś, miał jakiś cel.

Tu gdzieś był ponoć fryzjer, a niedaleko stąd fotograf. K. mieli na pewno dużo fotografii. Byłyby dowodami na ich istnienie, ale niestety.

Idąc do zakładu na pewno trochę o tym myśleli, bo kto o tym nie myśli: teraz się stanę dla historii, teraz już będę. Moja podobizna – ja byłam – ja jestem.

Z braku dowodów sprawę umorzono.

Potem się przedawniła.