12.09
2014

To będzie strzępek opowieści, a nawet nie wiem czy jednej opowieści, czy kilku już tak zmieszanych, że nie sposób je rozsupłać. Babcia, dajmy na to Betia, bo to ładne imię (przy takim splątaniu trudno dociec, jak mogła nazywać się naprawdę oraz czy jest to w ogóle istotne), więc babcia Betia odwiedziła swoją kuzynkę Dorcię w postaci dybuka. Babka przyszła przez Dorcię załatwić nierozwiązane sprawy – córkę wydać za mąż, syna wyedukować. Bardzo troskliwa. Wezwali szojcheta, żeby ją trochę okiełznał w tych zapędach nadopiekuńczości. Babcia Betia-Dorcia zrezygnowała w końcu, a na „odchodnym” mówi, żeby się nic nie martwili, że widzi wyraźnie, że zdrowi będą i długich dni dożyją.

I byli zdrowi. Ale nie dożyli. Tego, co się potem zdarzyło widać nawet dybuki sobie nie wyobrażały.