24.05
2012

Właściwie nie ma śladów po tym co się tu zdarzyło. Jest jakiś pomnik, ale mało widoczny i tablica zasłonięta przez trzy inne, które są o czym innym. Te inne pomniki krzyczą z każdego rogu. Teraz bardzo wyraźnie widzę oś muranowską, o której pisze Ela Janicka w „Festung Varschau”.

Nie ma śladów po domach, ulicach, manufakturach, po życiu, które tu było. Totalny niebyt. Gruby bruk kryjący przemielone kości. Gruby brak! Gruby i twardy. Nie do sforsowania. Murowana twierdza niepamięci. Ale przecież nie tylko TAMTEJ Warszawy nie ma. Nie ma tu żadnego żeńskiego imienia, żadnego echa odległego śmiechu dziecka. Żadnych ziszczonych dziecięcych marzeń (zamiast nich „proszę być cicho” „to nie wypada”) i żadnych kobiecych pragnień (zamiast nich policjanci ubrani po cywilnemu, zatrzymujący samochód z piskiem opon w ciemnej ulicy przed idącą dziewczyną i ich przełożeni tłumaczący, że przecież tamci „mieli do tego prawo”).  Pozorna gładkość tych grubych bruków czeka aż ją rozbijemy. Słyszę to wołanie.