11.09
2014

Na przykład Mojżesz poznał Chanę na jej ślubie. W tradycyjnych bogatych rodzinach takie śluby „w interesach” to była norma. Mąż Chany był stary i bogaty, a Mojżesz był jego sekretarzem. I tamten mówi do Mojżesza: ja już nie mam siły na rozrywki, a wy się tak rozumiecie, to zabierz moją żonę to tu to tam, żeby nie było jej smutno. No i ją zabierał to tu to tam, a po dwóch miesiącach zabrał ją do Łodzi i tam już zostali. Bez grosza przy duszy, bo rodzina ich raczej wyklęła. Więc rozkręcili fabrykę tkanin z wełny. I nieźle się wstrzelili z tą wełną, bo raczej wszyscy się zajmowali bawełną, a tu nagle wełna. Dorobili się powozu i kamienicy. Wszyscy o nich mówili: co za para, taka na całe życie! I była na całe życie – przerwane w czterdziestym trzecim.

Przerwane życia muszą się dokończyć. Na kogoś to w końcu kiedyś spada. Ktoś coś w końcu musi z tym zrobić. To tak nie może przecież tkwić. A jak tych żyć jest wiele więcej, to się robi z tego niepisana, niewerbalizowana powinność. ONI tak mają, u NICH tak to jest. Skoro przeżyli, to teraz ich życie nie może iść na marne. Każdy dzień jest udowadnianiem życia, każdy dzień trzeba przeżyć po tysiąckroć, za tych wszystkich, którym nie dane było przeżyć i za ich nigdy nienarodzone dzieci. Ci, co zostali, muszą żyć naprawdę. Przechytrzyć śmierć. Nie dać się zatrzymać przedwcześnie.

To po prostu robiła.