03.03
2017

- Wiesz, że ja im wciąż tego nie mówiłam?
- Nie chciałaś?
- A oni nie pytali. Jak kiedyś zapytają, to ty im opowiesz.

02.03
2017

Miejsca w miastach od których się zaczyna, z których idzie się dalej. I inne, w których wszystko się zbiega. Do których nie trafia się od razu. Może dopiero nocą. Czyli jakby prawie po omacku. Choć z przewodnikiem. Zaraz po próbie Dybbuka.

11 listopada 63. Chasydzi – byli, nie ma, złoto – jest, obok, synagoga – była, nie ma, pleśń – jest, podobno w środku. I jeszcze żydowska pralnia. Pralnia Henryka Reicha. Pralnia, która w 1941 roku podpisała umowę z obozem Auschwitz. Na pranie.

Nie, nie, nie, historia Henryka Reicha nie przypomina historii Fritza Habera. Choć jakoś bezwiednie słucham jej, jak jednej z tych historii, które zupełnie inaczej znaczą czytane od końca.

W 1941 pralnia nie należała już do Henryka Reicha. Była mieniem po-żydowskim. Nie wiadomo, co się stało z Henrykiem Reichem. Wiadomo, co się stało z Fritzem Haberem. Mniej wiadomo, co się stało z żoną Fritza Habera. A raczej wiadomo, ale to nie jest warte opowiadania. Taka ot mała domowa historyjka.

Jest tu wiele innych historyjek. Na razie rozsypanych. Przypadkiem trafiam na małe kawałki i jeszcze nie wiem, jaki z nich będzie obrazek.

 

01.03
2017

Widoczki w Bielsku Białej. Pierwszy pod Galerią Bielską BWA, dokładnie tam, gdzie do połowy września 1939 roku stała synagoga. Spalona razem z dwiema innymi świątyniami i Żydowskim Domem Ludowym im. Chaima Bialika. Mapę kolejnych widoczków rysuje mi powstający w Teatrze Polskim spektakl Artura Pałygi i Pawła Passiniego „Dybbuk”. Pralnia Pedanteria, miejsce, gdzie stał dom Arona Halberstama, a w drugiej części miasta zupełnie inny, Salomona. Jeszcze adres dawnej manufaktury czekolady z ogłoszenia ze starej gazety znalezionej kilka dni temu za lustrem w opuszczonym mieszkaniu. Nie tej samej czekolady, którą mała Marylka przemyciła do kryjówki i jak myszka co noc (noc?) podjadała gryz po gryzku. Na pewno nie tej samej, bo historię Marylki wiozę z innego miasta, nie tak odległego, lecz opowieści zaczepiają się, wczepiają w siebie i już się dalej razem snują, póki ktoś inny nie opowie ich inaczej.

Rozpoznacie mnie po niebieskiej łopatce.
A jeśli historii lepiej słuchać przy filiżance herbaty, będę popołudniami czekała w Aquarium w Galerii BWA.

19.11
2016

Tamtego dnia poszła nad rzekę i długo, długo przysłuchiwała się jej szeptom. Trochę jakby spodziewała się, że od niej, od rzeki, może przyjść jakaś odpowiedź. Są takie rzeczy, które szybciej usłyszysz od rzeki niż od jakiegokolwiek człowieka. Na jej pytania nigdy nie było słów. Jakby wszystko było głuche. Żal nosiła w sobie tyle lat, że nawet wrósł w koniuszki jej włosów i gdy ciotka je obcinała, a potem gdy sama je obcinała, to jakby odcinała ten żal po kawałku. Tamtego dnia w ręku miała list. Świadectwo tłumaczące stratę. Stratę przecież niewytłumaczalną. Wygadać się rzece, a potem wrócić do domu. I już myśleć, jak ich przyjąć, gdy tu przyjadą. Czy pierogi będą okej, a może powinny być koszerne?

Stara, pomarszczona kobieta. Mała, smutna dziewczynka.

10.10
2016

- Ogłoszono przed ostateczną likwidacją getta, że dorośli zostaną przesiedleni, a dzieci do 14 roku życia muszą zostać – pani H. zamyka książkę. Bo w tej książce, to co oni mogą o tym wiedzieć. Takie słowa po prostu. Przeczytasz. A potem zaraz kolejne zdanie. I może potem nawet łzy ci napłyną do oczu. A pani H. mówi, że nie ma łez. Ale jednak ma. I bardzo mocny uścisk.

21.09
2016

Gdy była małą dziewczynką, nie mogła pojąć, dlaczego jej mama reagowała histerycznym krzykiem na sąsiadów wyprowadzających psy na wzgórzu parkowym. Wstydziła się jej wtedy. A potem zmieniła szkołę i już tamtędy nie chodziły. A potem zmieniła miasto, a na wzgórzu wkrótce stanął pomnik.

16.06
2016

ICH /Babć i Dziadków/historia była o traceniu, nasza jest o odzyskiwaniu – powiedział Krzysztof, który dał naszej Kryjówce schronienie w swoim mieszkaniu.

Chciałabym bardzo, żeby ta opowieść się nie zapodziała, nie została zapomniana. Dopiero powoli docierają do mnie myśli, jak bardzo ważne jest to, że z TYMI historiami przyszliśmy w miejsce, w którym kilka z nich zostało brutalnie przerwanych, a dzięki staraniom naszych trzeciopokoleniowych gospodarzy i ich drugopokoleniowej mamy, opowieści znów się snują – wróciły na swoje miejsce. Możemy pomyśleć o Złotej Babci i innych mieszkańcach kamienicy, którzy wtedy w pewnym sensie myśleli o swoich nieznajomych potomnych, nie mając pojęcia, że wydarzą się te wszystkie straszne rzeczy i zmienią naturalne międzypokoleniowe przekazywanie, dbanie o siebie i pamiętanie.


HIDEOUT/Kryjówka w mieszkaniu na Złotej 62

29.04
2016

Poszły na dworzec. Był potworny tłok, ludzie się przepychali, pociąg do Wilna był już pełny. Mama wrzuciła najpierw do pociągu walizkę, a potem popchnęła obie córki. Pociąg ruszył zanim sama wsiadła.

HIDEOUT/ Kryjówka Grand Theatre Harbin, Chiny

22.04
2016

Przyjechała i trafiła prosto do niej – do tej opowiadaczki żydowskich historii. Tyle ich już wysłuchała. Wysłucha i tej i może będzie potrafiła pomóc. Jej dom. Jej dom był na ulicy takiej i takiej, nie pamięta numeru. Miał biały dach. To był jedyny dom z białym dachem. Pamiętała to wyraźnie. Wsiadły w samochód. Zjechały całą ulicę, o potem wysiadły i chodziły, oglądając każdy dom. Robiła zdjęcia. Każdemu pojedynczemu budynkowi. Po powrocie będzie je oglądać wiedząc, że któryś z tych domów, to był właśnie jej dom.

17.04
2016

Któregoś dnia blisko końca wojny, Heinz powiedział, że zabierze Liu i jej mamę do Europy. I zabrał… do austriackiej kawiarni w szanghajskim getcie, w której rzeczywiście było jak Wiedniu – kawa, ciastka i wiedeńska muzyka. Pani Liu nigdy nie była w Europie, oprócz tego dnia z Heinzem. To było ich ostatnie spotkanie. Wkrótce skończyła się wojna i zaczęły napływać wieści z Europy. Gdy Heinz dowiedział się, że w obozach zagłady zginęli jego rodzice i siostra, popełnił samobójstwo.

HIDEOUT/ Kryjówka Grand Theatre Tianjin, Chiny