Widoczki: pamięć miasta/pamięć ciała                                                                                        osobisty projekt o ciele, mieście, świadectwach i pamięci

„Widoczki: pamięć miasta/pamięć ciała” to przede wszystkim działanie artystyczne silnie powiązane z próbą spojrzenia na przestrzeń, pamięć, historię z kobiecej (codziennej) perspektywy, szukania świadectw bycia, rejestracji lub przywrócenia pamięci nie tego co publiczne, ale tego co gdzieś w zakamarkach i pamięci miasta ukryte, niewidoczne, zatarte. To moja próba zmierzenia się z Zagładą, to wreszcie bardzo osobista podróż w głąb siebie i mojej własnej historii, historii mojej rodziny, moich Babć, tego co nigdy nie zostało zwerbalizowane, a ja jestem już ostatnią, która może zostawić , przekazać dalej, to przeniesione świadectwo.

Moje miasto (jak wiele innych miast w Polsce) jest uderzająco dziwnie podzielone. Jakby przecięte grubą kreską. Po jednej stronie tej kreski są pomniki, kwiaty, znicze, nazwy wielkich ulic i placów – historia, której uczestnicy zostali uobecnieni, po drugiej cisza, bezimienność. Właściwie nic namacalnego. Mur getta, choć nie ma go już od dawna, nadal wyznacza strukturę miasta – odgradza pamięć od niepamięci. I choć jedno getto przede wszystkim, ale i inne getta – inne bezimienności też mam tu na myśli. Nieobecność Żydów, nieobecność cywilów, nieobecność kobiet, nieobecność dzieci.

Nie chcę pomników – wielkich monumentalnych – nie chcę nowej mitologizacji. Chcę właśnie odmitologizowania. Wyciągnięcia tego wszystkiego za ścieków, bruków, ziemi, piwnic, stamtąd, gdzie zostało pochowane. To całe mnóstwo drobnych historii. Całe morze znaków, których nie da się ubrać w   m o n u m e n t . To ślady, to urwane zdania, to szepty cichnące po kątach, to kawałki podartych zdjęć, zamazanych imion, to rzeczy, których wielu z nas woli nie widzieć, nie słyszeć, bo tak jest łatwiej. Nie chcę pomników, ale te tysiące drobnych kawałków to w rzeczywistości cząstki pomnika. One muszą znaleźć należne im miejsce.

Mój projekt to całe mnóstwo drobnych interwencji w przestrzeń. To obrazki pochowane w ziemi, to kamienie -połamane na małe kawałki odlewy ciała, w które wbudowane są fotografie. Fotografie rzeczy codziennych i ważnych, tych o których nie wolno mówić lub „nie trzeba, bo po co…”

Widoczki rozrzucam w przestrzeni miasta niczym kamienie, wbudowuję w bruk, zakopuję w ziemi na trawnikach, pozostawiam ślady w różnych miejscach miasta, będących pamiątką różnych (tych najzwyklejszych) wydarzeń, które tam właśnie zdarzyły się lub mogły zdarzyć.

Przy tym zależy mi właśnie na tych indywidualnych historiach i śladach, to na nie nie ma miejsca w micie, tak jak i nie ma w przeciw-micie. One nigdzie nie pasują. Nie da się ich uogólnić, zaklepać, że są przecież uczczone takim a takim monumentem lub tablicą.

Zależy mi na utrwaleniu pamięci ciała, przedmiotu – jako czegoś namacalnego, odcisku – na wpisanie w ten odcisk (odlew) pamięci, miejsca, w którym ktoś istniał, wydarzenia w którym brał udział, rzeczy, która się przydarzyła. Wpisanie w pamięć ciała obrazu miejsca – scalenie miejsca i ciała – by oba: uległe zapomnieniu miejsce i  zmieniające się ciało odkryć i utrwalić. Chcę aby oba przetrwały.

Chcę pozostawić w miejscu pamiątkę, widoczek, kamień, ślad. Znak będący tam mimochodem. Kamień równie trwały – tworzywo pomników i nagrobków, jak i ulotny przez swój brak stałego miejsca i stałej formy.

Zależy mi na przywróceniu istotności miejscu.

I, przede wszystkim chyba, chcę nadać miejscom pamięć ciał…

Projekt powstaje dzięki wsparciu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.