19.04
2013

Świat małego pudełka, skurczona rzeczywistość za szafą. Duży, zwykły, codzienny świat pięciolatka. Jego świat. Jego świadomość tu i teraz. Jak w domku dla lalek, jakby przeniesiony w świat dziecinnych zabawek. Każda z tych miniatur odpowiada dużej rzeczy w dużym świecie po tamtej stronie szafy.

- Dobrze tak Żydkom, że tacy skurczeni w tym domku dla lalek – słychać krzyk z czyichś ust wypełnionych kanapką ze szmuglowaną szynką, krzyk z lepszej strony drzwi od szafy – Małe Żydki w pudełku, zapakowane laleczki. Reszta do zniszczenia. Na śmietnik. Won!

Jak ta dziewczynka z grupy Lodzika. Jej mama poszła do apteki po luminal dla niej i jej siostry, ale się skończył. I Lodzik nie wie, co to dalej była za historia. Może luminalu nie było, ale miły pan miał pod ladą cyjanek? Dość, że już jej więcej nigdy nie spotkał. Ani jej mamy. Ani siostry.

Widoczek dla dzieci. Dzieci w domkach dla lalek. W ich skurczonych miniaturkach życia. Gdy po trzech latach powrócą ci, którzy nigdy mieli nie wrócić, bez zdziwienia powiedzą „O już jesteście?”

I dla tego dziwnego miasta, kryjącego całe stosy miniaturowych pudełek. Deptanych codziennie, mijanych. Szarych między monumentami.