22.01
2014

(…) był uparty jak osioł, nie był czuły, ale jak umierała trzymał ją za rękę, a potem gdy sam umierał szukał jej gorączkowo, pytając wszystkich lekarzy, na którym piętrze leży moja żona. Zawsze łatwo się denerwował i nie był cierpliwy. Więc właściwie chcąc nie chcąc postawił na nogi cały szpital. Nie żeby ktoś miał się przejąć jego żoną, czy jego poszukiwaniem jej, ale poważnie skoczyło mu ciśnienie i zaczął wyrywać sobie wenflony, by (jak zawsze w życiu) skoro nikt nie zamierza pomóc, wziąć sprawy w swoje ręce. (…) lekarze latali wokół niego coraz bardziej wściekli, na tego starucha, co to on sobie w ogóle wyobraża, tak im przeszkadzać w pracy. Dopiero stara doświadczona pielęgniarka zorientowawszy się w sytuacji uspokoiła do stanowczym, głębokim głosem „Na najwyższym piętrze leży, panie Olu, na najwyższym”. Skoro ją już znalazł mógł spokojnie odejść. Tylko jeszcze ostatnia walka (ciągle walczył, więc co to dla niego) z lekarzami, którzy próbowali powstrzymać go przed tym aktem. Znalazł rękę córki. Trzymał ją mocno. Poczuł się bezbronny i paradoksalnie beztroski, pierwszy raz od tych odległych dni 85 lat temu, gdy wychodził z Wilna ściskając rękę matki.

(Inspirowane taką jedną autentyczną postacią. Bardzo ważną postacią)