13.09
2014

Łódź ze swoimi oczodołami domów, pomarszczonymi ze starości kamienicami i z tymi niezbadanymi pytaniami, wciągnęła mnie w sam środek. Lecz myślę, mimo, że wciąż szloch domaga się we mnie głosu, że może uda się pozszywać nieco to rozbebeszone coś na stole operacyjnym pt.: Widoczki – co jest chyba mną. Inną mną niż ta, która prawie trzy lata temu zakopywała pierwszy widoczek na warszawskim Muranowie. I nieśmiało ciągnęła za sznurek wystający z bardzo zagraconego strychu, licząc na to, że jak to wszystko wyleci jej na głowę, to może nie zabije.