22.02
2012

Kiedyś małe dziewczynki tworzyły śliczne maleńkie obrazki z kwiatów, wstążek, świecidełek. Urocze kompozycje układane i chowane pod szkiełkiem, a potem zakopywane po to, by po jakimś czasie odnaleźć je, odsłonić i oglądać. Obrazki czasem pozostawały schowane na zawsze, ale były tam – i ta świadomość  była dla małych dziewczynek ważna. Odnalezione po latach „widoczki” (tak je nazywałyśmy) wyglądały inaczej niż je zapamiętałyśmy. I były inne. Bo przecież pod tym szkiełkiem, gdzieś pod ziemią wiele się działo. Kwiaty więdły, rozpadały się lub usychały, wstążeczki blakły, rozmiękały, świecidełka kruszyły się. A jednak to świadectwo bycia wtedy właśnie w tym miejscu i właśnie taką jest niezwykłe i prawdziwe. Tak jak prawdziwe jest ciało, które zmienia się przecież, puchnie, kurczy, starzeje, rozpada. A jednak w sytuacjach granicznych, to właśnie w ciele (cielesności) jest szansa na przeżycie, przetrwanie, ocalenie. To właśnie ciało chociaż tak bardzo kruche i śmiertelne daje możliwość opowiedzenia – ucieleśnienia wspomnienia – przechowania pamięci, zwłaszcza tej na którą nigdzie indziej (w zbiorowej przestrzeni) nie ma miejsca.