26.01
2015

Które urodziny w swoim życiu pamiętasz najlepiej?

Może te 28 stycznia 1945 roku? Wasze wspólne urodziny, gdy po ucieczce z Auschwitz spotkałyście się przypadkiem w jednym z opuszczonych przez Niemców domu, w opuszczonej wsi, gdzieś po drodze? Jeszcze nie wiedziałyście, że obóz jest już wyzwolony. Wiedziałyście tylko, że przeżyłyście i że jesteście razem, choć to się wydawało kompletnie niemożliwe, wtedy gdy zagrzebana w sianie czekałaś aż ucichną głosy i będziesz wolna. Bo ile można być wolnym? Ile razy można przeżyć? Ile posiada się żyć? Ile przypadków, ilu ludzi na drodze, by to się udało?

15.09
2014

Pani Halina po wojnie wyemigrowała do Izraela. Wcale nie była Żydówką. Ale pięciu ludzi – swoich przyjaciół, jak potem będzie o nich mówić, choć wcześniej się za bardzo nie znali – chowała u siebie w skrytce za piecem kaflowym – pokoiku bez okien własnej produkcji.

Dlaczego wyjechała? Czy się z kolei nie chciała w nowej sytuacji sama ukrywać? Chciała mówić o sobie, co chce, a nie co lepiej powiedzieć, bo a nuż…

Nigdy nie opowiadała o samym przyjeździe tam. Wnuki jej ocalałych przyjaciół w tym roku, gdy już nie ma kogo zapytać, po raz pierwszy zadały sobie pytanie, czy aby też nie musiała czego udać, by móc tam zamieszkać. I z tym pytaniem zwracają się do mnie. A ja nie wiem, ale jednak myślę, że…

13.09
2014

Łódź ze swoimi oczodołami domów, pomarszczonymi ze starości kamienicami i z tymi niezbadanymi pytaniami, wciągnęła mnie w sam środek. Lecz myślę, mimo, że wciąż szloch domaga się we mnie głosu, że może uda się pozszywać nieco to rozbebeszone coś na stole operacyjnym pt.: Widoczki – co jest chyba mną. Inną mną niż ta, która prawie trzy lata temu zakopywała pierwszy widoczek na warszawskim Muranowie. I nieśmiało ciągnęła za sznurek wystający z bardzo zagraconego strychu, licząc na to, że jak to wszystko wyleci jej na głowę, to może nie zabije.

12.09
2014

Miasto wygląda normalnie. Trudno zauważyć, że czegoś tu brakuje. Ci, co zostali, są pochowani to tu, to tam. Nie dowiecie się, gdzie mieszkają. Nie rozpoznacie ich. Nie usłyszycie ich imion. Gdy odwiedzają ich znajomi zza granicy, nie mogą pojąć, co ich tutaj trzyma. Polska nieodwzajemniona miłość. Polska nieuleczalna choroba.

12.09
2014

To będzie strzępek opowieści, a nawet nie wiem czy jednej opowieści, czy kilku już tak zmieszanych, że nie sposób je rozsupłać. Babcia, dajmy na to Betia, bo to ładne imię (przy takim splątaniu trudno dociec, jak mogła nazywać się naprawdę oraz czy jest to w ogóle istotne), więc babcia Betia odwiedziła swoją kuzynkę Dorcię w postaci dybuka. Babka przyszła przez Dorcię załatwić nierozwiązane sprawy – córkę wydać za mąż, syna wyedukować. Bardzo troskliwa. Wezwali szojcheta, żeby ją trochę okiełznał w tych zapędach nadopiekuńczości. Babcia Betia-Dorcia zrezygnowała w końcu, a na „odchodnym” mówi, żeby się nic nie martwili, że widzi wyraźnie, że zdrowi będą i długich dni dożyją.

I byli zdrowi. Ale nie dożyli. Tego, co się potem zdarzyło widać nawet dybuki sobie nie wyobrażały.

 

11.09
2014

Na przykład Mojżesz poznał Chanę na jej ślubie. W tradycyjnych bogatych rodzinach takie śluby „w interesach” to była norma. Mąż Chany był stary i bogaty, a Mojżesz był jego sekretarzem. I tamten mówi do Mojżesza: ja już nie mam siły na rozrywki, a wy się tak rozumiecie, to zabierz moją żonę to tu to tam, żeby nie było jej smutno. No i ją zabierał to tu to tam, a po dwóch miesiącach zabrał ją do Łodzi i tam już zostali. Bez grosza przy duszy, bo rodzina ich raczej wyklęła. Więc rozkręcili fabrykę tkanin z wełny. I nieźle się wstrzelili z tą wełną, bo raczej wszyscy się zajmowali bawełną, a tu nagle wełna. Dorobili się powozu i kamienicy. Wszyscy o nich mówili: co za para, taka na całe życie! I była na całe życie – przerwane w czterdziestym trzecim.

Przerwane życia muszą się dokończyć. Na kogoś to w końcu kiedyś spada. Ktoś coś w końcu musi z tym zrobić. To tak nie może przecież tkwić. A jak tych żyć jest wiele więcej, to się robi z tego niepisana, niewerbalizowana powinność. ONI tak mają, u NICH tak to jest. Skoro przeżyli, to teraz ich życie nie może iść na marne. Każdy dzień jest udowadnianiem życia, każdy dzień trzeba przeżyć po tysiąckroć, za tych wszystkich, którym nie dane było przeżyć i za ich nigdy nienarodzone dzieci. Ci, co zostali, muszą żyć naprawdę. Przechytrzyć śmierć. Nie dać się zatrzymać przedwcześnie.

To po prostu robiła.

 

11.09
2014

Zacznijmy od tego, że to wszystko, czego się dowiedziałam o Żuży, to może wcale nie być prawda. Na przykład dokumenty. Były fałszowane i w czasie wojny i po niej. Data urodzenia? Imię? Nazwisko? Zawód? Stopień naukowy? Co nas określa? Gdy wszystko, co o nas wiadomo, jest nieprawdą? A prawdą jesteśmy jacyś my, tacy jacy właśnie jesteśmy, jacy byliśmy. Co z tego zostaje, gdy nic nie zostaje? Co mówią rzeczy? Co mówi przestrzeń? I trawa, na której zostawiamy ślad, którego zaraz już nie ma? Jak bardzo nazywa nas pożyczone imię? Czy coś zmienia? Przestawia coś? A czarne kłaki odrostów? Śmiercionośny nowotwór wprost z naszych własnych bebechów. Nasz czy obcy?

10.09
2014

A ludzie byli pędzeni, dalej za górkę. I tak szli i szli. I nic. I co można było zrobić? Że oni tak szli i szli. I były tam dwie córki krawca. Takie piękne. Miały długie włosy i te prawie nagie ciała, zakrywały tymi włosami. Takie piękne. Szkoda ich, bo takie piękne.

09.09
2014

Gotowane obierki doskonale imitują smak ciasta. Przepis na kakao ze sproszkowanej cegły. Jabłecznik a’la brukiew. Brukiew a’la szparagi. Cały dzień upływa na poszukiwanie takich rarytasów. Chleb na straganie zawsze przykryty siatką. Dotykanie surowo wzbronione. Dozwolony przydział: 2 zapałki, 5 papierosów, racja chleba spadła z 32 deko do 27. To ironia umrzeć z kromką chleba w ustach.

09.09
2014

Są puzzle w tej układance, które zawsze były od innego zestawu. Trochę były podobne, to się je oczywiście pchało na siłę. Jak się ma tylko takie pomieszane zestawy, to w ogóle można nie wiedzieć, że coś może bardziej pasować. Nie próbuje się odnaleźć tych innych pudełek. Aż do dania, gdy przypadkiem znajdziesz kawałki z drugiego pudełka u kogoś innego. Dziwisz się. I najpierw tylko tyle. Lecz potem zaczniesz wracać i dopytywać. A potem okaże się, że wokół jest mnóstwo pudełek, do których te twoje niepasujące kawałki pasują jak ulał.